WITAJ W STREFIE KALENDARZA!

Jeśli jeszcze nie przeczytałaś/eś wstępu z okładki kalendarza, zapraszam do lektury. Jeśli już jesteś po tym etapie, to przedstawiam bohatera styczniowej planszy.​

Czeczotki to bardzo sympatyczne ptaki. Goszczą u nas w sezonie zimowym, gniazdują natomiast na dalekiej północy. Zimę spędzają w dużych stadach, nawet kilkutysięcznych. Któregoś dnia udało mi się wytropić je na łące położonej przy lesie i jeziorze a pokrytej suchymi trawami - w zdecydowanej większości - łanem nawłoci. Bardzo chętnie i grupowo na niej żerowały. Robią tak do momentu gdy nie podejmą decyzji o jednoczesnym zerwaniu się, zatoczeniu kółka albo dwóch nad łąką i wybraniu nowego miejsca, czasami oddalonego o kilkadziesiąt - kilkaset metrów.

Zanim czeczotki pozwoliły mi zbliżyć się do siebie na fotograficzną odległość, trochę się za nimi nachodziłem. Było wtedy kilka stopni mrozu, śniegu na tej konkretnej łące miejscami po uda, ja cały w białym stroju maskującym. Zbliżałem się powoli, co kilka kroków kucając i czekając dłuższą chwilę. Miałem nadzieję, że się przyzwyczają do obecności zlewającego się z tłem, niezdarnego i spowolnionego gościa. Ważne, aby nie wykonać gwałtownego ruchu! Za szybko podniesiony aparat i całe stado podrywa się do lotu. A wtedy zabawa zaczyna się od nowa. W fotografii przyrody jest tak, że często różnych niuansów nigdzie się nie przeczyta, nie wie się o nich. Tego typu wiedzę zdobywa się w terenie. Ważne, żeby obserwować i na bieżąco wyciągać wnioski, aby ulepszać schemat działania. Gwarantuje to osiągnięcie sukcesu.

Oczywiście sukces jest bardzo niemierzalny i subiektywny. A to dlatego, że celem fotografa jest doskonalenie swojego warsztatu. Z czeczotkami miałem kilka sesji. I sukcesem było dla mnie udane zdjęcie każdego dnia. Jednak dzień po dniu okazywało się, że to zrobione wczoraj nie jest już w moich oczach takie dobre, ponieważ poznawałem teren, wyciągałem wnioski, ulepszałem moją strategię. I następnego dnia zrobiłem lepszy kadr! Grunt, to być zadowolonym z efektów wtedy, kiedy ma się świadomość, że wykorzystaliśmy maksymalnie zastaną sytuację i warunki. Ja jestem zadowolony ze zdjęcia ze styczniowej planszy. Czeczotki w końcu mnie zaakceptowały. Kilka razy otoczyły mnie i żerowały pośród suchych chabazi dosłownie na wyciągnięcie ręki. Było ich tak dużo, były tak blisko i pożywiały się tak intensywnie, że dookoła słyszałem, prócz zimowego wiatru, wyłącznie szum łuskanych ziaren. Żadnych ludzi, samochodów, nic.

Te kilka podejść nauczyło mnie, że tak wspaniale będzie maksymalnie tylko kilka minut zanim ogołocą badyle wokół mnie i polecą szukać pokarmu gdzieś dalej. Musiałem maksymalnie wykorzystać moją szansę.

Ptaki trzymają się w grupie z kilu powodów. Łatwiej dostrzec im zagrożenie a drapieżnikom trudniej skupić się na którymś osobniku w szybko poruszającej się grupie. Podobnie jest z fotografowaniem. Ciężko w takim harmidrze wybrać fotogenicznego ptaka. Ten jednak, którego portret wybrałem, ustawił się jak dla mnie idealnie. I to jeszcze w jakiej odległości. Czeczotki są wielkości zbliżonej do czyża, czyli bardzo małe. Warunki były takie, że robiło się już ciemnawo, było zaraz przed zachodem słońca, łąka już od dłuższego czasu w cieniu lasu, ale udało się nastawić ostrość i ciach! Poszła seria, aparat rytmicznie pracował aż miło i kilka kadrów udało się porządnie w tych warunkach wykonać.

Nikon D500, Nikkor 500mm f5.6 z telekonwerterem x1.4 (700mm f8), f8, 1/400s, ISO 5600

Janiak-M-A-20210212MJ5_1022-SharpenAI-stabilize.jpg
Janiak-M-A-20210212MJ5_0646.jpg
Janiak-M-A-20210202MAJ_6550-SharpenAI-stabilize.jpg
logo-duze.png