WITAJ W STREFIE KALENDARZA!

Biegus zmienny gości już po raz kolejny w tym kalendarzu. Nic w tym dziwnego - to jedne z moich ulubionych modeli. Prawie zawsze jak jestem w Mikoszewie (w porze przelotów) mogę na nie liczyć. Teraz leci ich już zapewne niewiele. Maksymalna ilość już dawno minęła Polskę i grzeje kupry w ciepłych krajach.

 

Jednym z moich pierwszych siewkowatych ptaków, które widziałem i fotografowałem - były właśnie biegusy zmienne. Ujście Wisły jest specyficznym miejscem. Łatwo dostępne, jak mało gdzie gości tam bardzo dużo skrzydlatych stworzeń a tym samym - fotografów.

 

Ptaki lecące z północy Europy, zwłaszcza te, które przyszły na świat latem, nie znają ludzi. Nie pokazaliśmy im jeszcze naszej wrednej twarzy. Nie boją się tym samym nas prawie w ogóle, ponieważ nie kojarzą nas z krzywdą jaka może ich spotkać. Naturalnie boją się m.in. większych stworzeń, ale jest na to prosta sztuczka - wystarczy położyć się na ziemi. Z dwóch względów. Pierwszy właśnie omówiłem. Drugi, niemniej ważny jest taki, że wówczas perspektywa na zdjęciu jest diametralnie inna. Robiąc zdjęcie z góry, szczególnie małym obiektom, sprawiamy, że w zasadzie wszystko w okół jest ostre. Poza tym, wywiera to wrażenie dominacji nad bohaterem zdjęcia. Co więcej, takich zdjęć na dobrą sprawę są w odmętach Internetu setki, jeśli nie tysiące (ile więcej - można tylko zgadywać). Kładąc się na ziemi / błotku / karimacie etc. i robiąc zdjęcia z tego poziomu zyskujemy wspaniałe rozmycia tła i, co ważniejsze, budujemy wrażenie więzi z fotografowanym obiektem. Dzięki tej prostej sztuczce jesteśmy w jego świecie, aparat jest na linii oczu bohatera zdjęcia i widzimy to samo, co on. Nikt nad nikim nie dominuje. Ptaki podchodzą wówczas bardzo blisko, na pewno dużo bliżej niż gdy stoimy (gdy w obu przypadkach wiedzą o naszej obecności). Dzieje się tak z prostego powodu - ufają nam.

 

Zaufanie, które w takim momencie jest namacalne, dodatkowo motywuje, aby nie wykonywać żadnego gwałtownego ruchu, nie podnosić się czy najlepiej prawie zastygnąć. Będąc na poziomie tych zwierząt weszliśmy do ich świata i musimy grać wedle ich zasad. Gdy po dłuższej chwili nie zwracają na nas najmniejszej uwagi, jest to bardzo satysfakcjonujące uczucie. Właśnie wtedy najczęściej można obserwować z bliska jak żerują, czyszczą pióra, czy - śpią. Niektóre osobniki aż do takiego stopnia oswajają się z naszą obecnością.

 

Biegusy zmienne gdy poczują się pewniej w obecności takiego fotograficznego stwora, biegają wręcz kilkadziesiąt centymetrów ode mnie. Gdy są tak blisko, obiektyw już nie jest w stanie złapać ostrości. Zazwyczaj podnoszę wtedy delikatnie głowę i po prostu je obserwuję, uśmiechając się od ucha do ucha.

 

Dokładnie o tym wszystkim przekonałem się będąc pierwszy raz w Mikoszewie. Moje zdziwienie wzbudziło to, że wielu spośród fotografów po prostu leżało na ziemi. Myślałem, że robią tak wyłącznie zawodowcy z National Geographic. To był też jeden z pierwszych razów gdy fotografowałem o świcie (niestety zapomniałem nastawić budzika i na sam świt się grubo spóźniłem). Ale tamtego dnia, gdy idąc przez las i słuchając głosów rozlatujących się na żerowiska setek gęsi, rozpocząłem swoją przygodę i z Mikoszewem, i z siewkowatymi w ogóle.

logo-duze.png